Bractwo Wrocławskie w akcji

30

Kocham Wrocław i zawsze fascynowała mnie jego burzliwa historia, Jarosław Rybski (…) otworzył miasto ukazując wszystkim waleczne serce Wrocławia, skrwawione, choć wciąż bijące mocnym rytmem – tak sławny pisarz Graham Masterton rekomenduje książkę „Gromił”.

Utajone i nieformalne Bractwo

Wrocławskie powraca w drugiej części trylogii, w sześć lat po wydarzeniach z „Warkota”. (O powieści kryminalnej „Warkot” szerzej była mowa na łamach Gazety Osiedle w tekście „Każdy ma swój Wrocław”) Bractwu, w osobach Stefana Gromiła (obecnie kapitan MO), Jana Warkota (teraz już główny technolog wrocławskiej drukarni), Zdzisława Kapusty (majster drukarski) i Leona Słupeckiego (pokutnik i siła nadprzyrodzona), przychodzi zmierzyć się z bezwzględnym mordercą i zagadką pociągu pancernego. Pociągu, który wymknąwszy się z oblężonego przez Armię Czerwoną niemieckiego jeszcze Breslau, „przepadł jak kamień w wodę” gdzieś w kierunku Sudetów.

Wrocław pełen zieleni, drzew, ptaków

jesienią 1957 roku ciągle bardzo zniszczony po II Wojnie Światowej, jest miejscem akcji, ale także bohaterem powieści. Czytelnik znajdzie interesujące fakty z historii Wrocławia, informacje jak dawniej wyglądało miasto (Kto pamięta stację benzynową i tramwaje na Rynku Staromiejskim?), ciekawostki, np kiedy i dlaczego zniknęły potężne średniowieczne mury okalające śródmieście Wrocławia. Lokalny miejski folklor rozbawi na przykład w scenie na targowisku Nowy Targ, gdzie spotykali się ludzie i przedmioty różnorodnego pochodzenia, poziomu i wartości. Akcja powieści, w retrospektywach, ukazuje także krwawe wydarzenia z roku 1946, rozgrywa się również w karkonoskim Karpaczu i okolicach.

Odwieczną walkę dobra ze złem

autor Jarosław Rybski umiejscowił w realiach historycznych i obyczajowych tamtych lat. Świat trwa w Zimnej Wojnie, stanie napięcia powstałym na skutek konfliktu ideologicznego i politycznego między niedawnymi (podczas II Wojny Światowej) sojusznikami – Związkiem Socjalistycznych Republik Radzieckich a Stanami Zjednoczonymi Ameryki Północnej. Europa jest w trakcie kształtowania się powojennego ładu, podzielona na tzw. Europę Zachodnią i Europę Wschodnią – której państwa były albo pod władzą albo w kręgu wpływów władzy ZSRR. Polska zaś podlega odwilży gomułkowskiej, czyli częściowej liberalizacji systemu sprawowania władzy przez PZPR, po znamiennych wydarzeniach Polskiego Października 1956 roku. Wydarzeniach, w efekcie których zerwano z kultem Józefa Stalina i uwolniono część więźniów politycznych z więzień i internowań (w tym kardynała Stefana Wyszyńskiego).

Lata przełomu

nie interesują mnie jako pisarza – wyjaśniał Jarosław Rybski czytelnikom przybyłym na wrześniowe spotkanie w Klubie Biblioteki Jesiennej, Filii nr 54 MBP na Krzykach we Wrocławiu. – One są anomalią. Bardziej interesują mnie lata gdy pewne zjawiska występują ciągle, gdy trwa normalne życie. Dlatego akcja „Gromiła” rozgrywa się jesienią 1957, choć sięga też do czasów II Wojny Światowej i roku 1946.

I rzeczywiście, jak czytelnik może się przekonać, w książce ukazane są nowe prądy w życiu codziennym, odchodzenie od sztywnej stalinowskiej musztry. Pojawia się nowe pokolenie zainteresowane jazzem i teatrem, „które wojnę i okupację pamięta jak przez mgłę”. Tak jak w „Warkocie”, ważną rolę pełni też humor. Za przykład polecam czytelnikom scenę angażującą majstra drukarskiego Zdzisława Kapustę, jego żonę Marlenę oraz rockandrolla i Elvisa, a ilustrującą jak trudno mężczyźnie pojąć kobiecą logikę , „… pomyślał, że największa maszyna licząca nie jest w stanie obliczyć wzoru na zrozumienie kobiety”.

Recenzenci mają kłopot

z określeniem gatunku jaki prezentują pana książki, mówią, że to jest reto-kryminał, powieść sensacyjna, przygodowa albo fantasy, a tam są wszystkie te elementy – stwierdziła Pani Alicja Leskiewicz , kierownik Filii nr 54. – A pan jak nazywa ten gatunek? – drążyła Pani Alicja. – Ja określam, że jest to książka miejska z siłą nieczystą. A to dlatego, że zawsze interesowała mnie powieść gotycka, powieść grozy. Tutaj jest ona potrakowana z „przymrużeniem oka”, chociaż skutki działania przedwiecznych w I tomie są bardzo realne i dramatyczne – kontynuował wyjaśnienia autor. – Bardzo lubię postać Leona Słupeckiego, która przewija się przez pierwsze dwa tomy, a w trzeciej części będzie główną postacią. Imć Słupecki, choć o innym imieniu, występował już w kronice Jana Długosza. Napisał on o nim, że był taki straszny zbój, który rabował sąsiadów, wyrzynał w pień, w końcu w strasznych męczarniach zmarł. Wtedy diabeł zabrał jego duszę, ziemia zabrała ciało, a majątek rodzina. Bardzo lubię trzy powieści, to zamiłowanie w pewien sposób wpłynęło na powstanie Trylogii Bractwa Wrocławskiego, a mianowicie:”Mistrz i Małgorzata” Bułhakowa, „Zły” Tyrmanda i „Zapiski oficera Armii Czerwonej” Piaseckiego.

Jak to się stało

że wzięty tłumacz w średnim wieku, autor ponad stu tłumaczeń książek z języka angielskiego, nagle staje się literatem? – w imieniu klubowiczów Jesiennej Biblioteki zapytała Pani Alicja. – Kiedyś oglądałem wywiad z autorem biografii jakiegoś sportowca i on na podobne pytanie powiedział: Bo wie pani, to we mnie tak siedziało. A zupełnie serio, to „Warkot”, pierwsza część, powstała jako językowa wprawka. Wyobraziłem sobie tego chłopaka – Janka Warkota – jak w połatanym płaszczu, z rozklekotanym rowerem idzie przez kaniony gruzów wrocławskich. W tej książce jest językowa archeologia. Kultura materialna może być po latach odkrywana przez archeologów. A określony język, powiedzenia, pewne obyczaje zanikają z pokolenia na pokolenie – ukazał nieco kulisów swego pisarskiego drive’a pan Jarosław.

To nie jest czytelniczy ‚fast food’

Przy spożywaniu tej książki nie można się spieszyć, nie da się jej „chapnąć” jak szybkiego dania. Trzeba się delektować treścią i smaczkami, aby w pełni docenić tę czytelniczą strawę. Należy posmakować realizmu historyczno-obyczajowego jaki zawiera, by można było w pełni docenić i zrozumieć lokalny wrocławski i dolnośląski koloryt drugiej połowy lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku. Dodatkowy „smaczek” stanowią wyraziste i dynamiczne ilustracje Adama Fydy (Poprosimy o więcej w trzeciej części!). Co nie jest bez znaczenia dla jakości, danie czytelnicze „Gromił” jako główną nutę smakową posiada tajemnicę, a jako przyprawę humor obyczajowy i sytuacyjny. Panie Jarosławie Rybski – Gratulacje z okazji skomponowania tej literackiej potrawy! Czytelnicy skosztujcie!

Tekst i fotografie: Renata Szpyra

UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułCovery z Różewicza
Następny artykułSudek, Funke, Drtikol…

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here