PODRÓŻE 50+ ZA DWA UŚMIECHY

679

Im człowiek starszy, tym… młodszy. To znaczy pesel się nie zmienia, ale często starszy człowiek funkcjonuje tak jak młody studenciak. Czasu na hobby nieco więcej, tylko pieniędzy niekiedy za mało. A aktywny człowiek chciałby pozwiedzać, poznać nowych ludzi, zobaczyć stare kąty, w których spędzał urlopy ćwierć wieku temu i dawniej. Można? No pewnie, że można!

Raczej nie będzie to „podróż za jeden uśmiech”, jak w książce sprzed pięćdziesięciu lat czy w nieco młodszym filmie z Filipem Łobodzińskim i Henrykiem Gołębiewskim. Uśmiechy jednak się przydadzą co najmniej dwa, bo za kwotę czterystu, może pięciuset złotych „z hakiem”, można w Polsce spędzić tydzień w wielu naszych turystycznych perełkach. Mieszcząc w tym budżecie dojazd, noclegi i wyżywienie. A i na kawę zostanie. To nawet przy najniższych emeryturach czy rentach jest poprzeczka do pokonania. I nie chodzi oczywiście o siedzenie za darmo u rodziny. Ją oczywiście odwiedzimy, ale na przykład za dwa, trzy miesiące. Bierzemy się w garść, nie marudzimy i do boju!

Kiedy?

Każdy czas na aktywny wyjazd i zmianę klimatu jest dobry. Lecz jeśli chcemy ruszyć z południa nad Bałtyk, bądź z północy Polski na nasze górskie szlaki i zmieścić się w wyśrubowanym budżecie, to na kalendarz urlopowy musimy spojrzeć inaczej.

Nie jest tajemnicą, że niższe ceny w każdej branży i w każdym miejscu są poza tak zwanym sezonem. W Polsce tak jest „od zawsze”, że sezon to miesiące wakacyjne i głównie zimowe ferie. Ten czas wykorzystajmy na odwiedzanie dawno nie widzianych rodzin i aktywne działania w najbliższej okolicy. Natomiast ekskluzywny wypad za parę groszy planujemy na przykład w drugiej połowie maja i w czerwcu – przed końcem roku szkolnego małolatów. Atuty? Oprócz cen także spokój. W niektórych miejscach cisza jest tak błoga, że szum fal jest słyszalny nie tylko na samej plaży, ale także na pustych przed wakacjami deptakach.

Na wnuczka…

Nie, nie chodzi o ohydną metodę „wyłudzaczy” pieniędzy. Chodzi o to, aby osoby, które jeszcze nie „śmigają” po internecie, pierwszy etap pracy logistycznej scedowali na wnuczka, wnuczkę, młodszych znajomych. I to takich, którzy nie mają problemów z „wyguglowaniem” okazji. To coś takiego jak polowanie tak poszukiwany towar w PRL-u. Ważna była przede wszystkim informacja: od sąsiadki, ciotki, znajomej pani w meblowym. Dziś do tych informacji możemy dotrzeć tamtą starą metodą, ale wykorzystując współczesną technikę zajmuje nam to… nieco mniej czasu.

Internet pomoże nam znaleźć szybko oferty przystosowane do zasobów naszej kieszeni. Słowa kluczowe, które pozwolą „złapać” okazje są znane: „tanie wczasy dla emerytów”, „niedroga rehabilitacja po pięćdziesiątce”, „tani transport nad morze”, „noclegi poza sezonem nad Bałtykiem”. I można te hasła mnożyć, ale uwierzcie Państwo, że już po kilkunastu minutach zapiszecie w kajecie parę fajnych adresów, telefonów w interesujących nas miejscowościach.

Jak dojechać za dychę

Jesteśmy spakowani, wiemy gdzie ruszamy i w drogę… Najprościej wsiąść do pociągu niekoniecznie „bylejakiego”, kupić bilet i pilnować bagażu. Czasem jednak nie ma połączenia, bądź zanim trafimy do celu czekają nas trzy przesiadki, w tym przerwa dwugodzinna na dworcu, gdzie akurat w jedynym barze jest remont. Jeśli dysponujemy samochodem to jedziemy i nie ma problemu. To znaczy jest jeden odwieczny: paliwo kosztuje. Taka podróż, nawet we dwie osoby, to przy kilkuset kilometrach, spory wydatek.

Sposobów na obniżenie kosztów dojazdu jest kilka

Najprostszy to taki, gdy do kurortu udajemy się na przykład w cztery, pięć osób i wtedy koszty dojazdu własnym autem w przeliczeniu na jednego pasażera są już zdecydowanie mniejsze. Nawet jadąc od południowych do północnych krańców Polski wydatek na jedną osobę (tam i z powrotem) nie przekroczy osiemdziesięciu złotych.

Chcecie jeszcze taniej. Na głównych trasach pojawiły się linie autobusowe w których kilkaset kilometrów można przejechać za… dychę. Jest tylko jeden warunek. Trzeba taki bilet kupić z wyprzedzeniem. Zasada jest podobna jak w tanich liniach lotniczych. Jest pula biletów w promocyjnej cenie, gdy kupimy je dużo wcześniej.

Autostop

Można też inaczej. Tu jednak polecałbym pomoc wnuczka. Pamiętacie autostop? No to mamy coś podobnego. Może nie całkiem zawsze za darmo, ale za trzydzieści złotych można na przykład pojechać z Wrocławia do Rewala. Od kilku lat w internecie funkcjonują strony za pośrednictwem których kierowcy oferują wolne miejsca w swoich samochodach (na przykład takie strony internetowe jak: blablacar, autostop, carpooling, otodojazd, jazdarazem). I praktycznie nie ma tu trasy, której byśmy nie wymyślili. Wnuczek pomoże nam zalogować się na takiej stronie i będziemy otrzymywać na skrzynkę mailową (swoją, bądź jeśli nie mamy – wnuczka) informacje o przejazdach w dniu, który sobie zaplanujemy. Aha, byłbym zapomniał. Takie informacje możemy też otrzymywać telefonicznie, więc już pomoc wnuczka jest zbędna.

Wcale niedrogo

Dojechaliśmy. Wiemy gdzie, bo wszystko świetnie jest zaplanowane. Ile płacimy? Na przykład dziewięć-dziesięć złotych za miejsce w pokoju dwuosobowym, w przyzwoitym pensjonacie w Jastrzębiu Zdrój. Nie stać nas na biesiadowanie „na mieście”? Spokojnie, w pensjonacie są aneksy kuchenne. Jedzenie kosztować nas będzie tyle samo co w domu. W sklepach kupimy wszystko w normalnych cenach, nie tych lipcowo-sierpniowych.

No dobrze, to dolna granica za nocleg, bo łazienka nie jest w pokoju, tylko na korytarzu obok: dwa metry, można dojść. Ofert z łazienkami za dwadzieścia-trzydzieści złotych za noc są już setki i to na całym polskim Wybrzeżu i wielu podgórskich miejscowościach. I mówimy tutaj o noclegach w pensjonatach, a nie na polu namiotowym. To w większości ceny za pobyt kilkudniowy: taki turnus, żeby to się jednak właścicielowi sensownie skalkulowało. Właścicielom taki pozasezonowy klient jest bardzo potrzebny, bo pozwala obniżyć koszty. Gość jeśli będzie zadowolony to po powrocie do domu zachęci innych do odwiedzin.

Ofert jest dużo: za trzysta pięćdziesiąt złotych z wyżywieniem w Kołobrzegu, za trzysta osiemdziesiąt złotych z wyżywieniem w Łazach. Nieco drożej, bo za około czterysta złotych z wyżywieniem w Lądku Zdroju czy Wiśle.

Aktywnie? Jasne!

Oczywiście z chudszym portfelem nie będziemy szaleć na krytych kortach tenisowych, czy korzystać z drogich spa. Ale to nie znaczy, że ten tydzień spędzimy przed telewizorem w pensjonacie. Absolutnie nie! Miłośnicy nordic walking nie potrzebują podpowiedzi. Oni wszędzie znajdą trasy do marszrut. A w naszych nadmorskich czy podgórskich miejscowościach takich szlaków nie brakuje. Mamy też inne atrakcje. Poza sezonem liczne muzea i inne obiekty turystyczne oferują wstęp za symboliczną złotówkę. Sprawdzajmy też oferty przygotowywane przez lokalne domy kultury, ośrodki sportu i rekreacji, które przecież w tym czasie mają imprezy, często bezpłatne, skierowane do swoich mieszkańców. Nie sądzę aby do otwartych mistrzostw oldbojów w tenisie stołowym w jakimś nadmorskim miasteczku nie dopuszczono do rozgrywki gościa z Bydgoszczy. Wręcz przeciwnie taki zawodnik byłby atrakcją turnieju. I takich rekreacyjnych potyczek jest wiele. Nudy? Maj, czerwiec to w Mielnie Biesiada Rybacka i Bałtycki Festiwal Gitary Elektrycznej. W Rewalu – Siatkarska Majówka. Kołobrzeg:  Przegląd Twórczości Artystycznej Dzieci i Młodzieży Niepełnosprawnej, Regaty Smoczych Łodzi, Międzynarodowy Wyścig Kolarski. Przykłady można mnożyć.

Życzymy przyjemnych i niedrogich podróży!

MAREK SZPYRA

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here